Trochę mnie tutaj nie było. To znaczy, nawet zajrzałam gdzieś czasami, ale od moich blogów mnie jakoś odrzucało... Chyba miałam doła, a może to już był dół w dnie doła... W każdym razie ciężko mi się było do czegokolwiek zmobilizować.
Czyżby wpływ jesieni????
Chyba jednak nie. Prędzej tych mebli montujących się od miesiąca już ponad i dalej jeszcze końca nie widać. A jakie ja miałam plany na ten czas, najpierw meble, a potem jeszcze niewielki remoncik. To wszystko zaś miało się zakończyć parudniowym wyjazdem nad morze... Prawda, że brzmi nieźle...
Ale pewien młody człowiek (miły skądinąd) bardzo mi te plany 'zweryfikował'.
I dopadała mnie w związku z tym chandra czy może splin. Sama już nie wiem.
Zaczynam się zastanawiać, czy to się kiedyś skończy... (Oczywiście mam na myśli meble...)
Już i tak jest lepiej. Dzisiaj zachciało mi się napisać komentarze u Was na stronach i sprawiło mi to niemałą przyjemność. I tak z rozpędu postanowiłam zamieścić nowy post, który w planach miał być już dość dawno.
Będę się znowu chwalić. Mam nadzieję, że jednak nie robię tego zbyt często i jeszcze nie zasługuję na miano samochwały :)))
Moje BJD, Liv i Sara nie przyjechały same. Razem z nimi przybyły miłe mi drobiazgi (w zasadzie to już chyba nie tylko drobiazgi, zresztą sami osądzicie).
Jak widać na zdjęciach, moja Liv dostała uroczą opaskę w prezencie od Dollmore.
Prawda, że ślicznie się w niej prezentuje. W pakiecie była też jakaś śliczna lalkowa pocztówka (chyba z tego wszystkiego zapomniałam ją sfotografować - zrobię to przy jakiejś okazji).
I ten pakiecik w prześlicznym skądinąd papierze.
Jeszcze pamiętam :), z jaką niecierpliwością to wszystko rozpakowywałam...
Taki właśnie malutki milutki bobasek też do mnie przywędrował.
Laleczka pochodzi z serii Dummy i oczywiście skłoniła mnie do zintensyfikowania starań dot. przemalowań - i malowań - moich panienek. Oczywiście chodzi o wcześniej zakupioną Arwen, moją ulubioną elfią księżniczkę, i nowo przybyłą istotkę Dummy...
Jakieś kroki w tej kwestii zostały już poczynione i najprawdopodobniej moje panny pojadą ze mną do malowania.
I dopiero później będą się decydować losy Dummy. Jeśli zostanie u mnie (jeszcze nie jestem na sto procent pewna), to wtedy będę jej wybierać imię.
Tak wyglądają te laleczki (zdjęcie ze strony Dollmore), ale w takiej postaci nie bardzo mnie uwodzą, stąd rozmowy (a w zasadzie wymiany mejli) na temat malowania.
Zobaczymy, czym to się kończy.
I na zakończenie tego mniej typowego postu chciałabym podziękować wszystkim za zaglądanie tutaj.
Mam też ogromną prośbę do wszystkich przyjaznych dusz !!!
Trzymajcie kciuki, aby moim nowym meblom (miało to przecież być radosne wydarzenie) udało się w końcu zmontować ostatecznie !!!